W tym miejscu czytelnik miałby szansę dowiedzieć się nieco o poglądzie Arystofanesa, ale że niestety komediopisarz dostał czkawki, zastąpić go musiał koniecznie prowokator całej rozmowy – Eryksimachos. Zachowując odpowiednią kolejność zdarzeń opisanych w Uczcie skupmy się więc na mowie lekarza, który postanawia dokończyć jeszcze myśl swojego poprzednika. We wstępie potwierdza dwojakość Erosa, ale odnosząc to do medycyny i spraw lekarskich. Mianowicie, Eros mieszka w każdym człowieku, ale nie któryś z dwóch wyróżnionych przez Pauzaniasza, lecz oba naraz. Niebiańskiego Erosa porównuje w jakimś stopniu mówca do zdrowia, a wszetecznego do choroby. Eryksimachos wnioskuje nawet, że sztuka lekarska, jaką on się trudni polega na łączeniu rzeczy o zupełnie odmiennej, a wręcz nawet przeciwnej naturze, łączeniu magicznym węzłem miłości. Całość naturalnie ma prowadzić do harmonii, która zdaniem jego istnieć musi również i w muzyce. Powołuje się on w swoich dalszych rozważaniach na Heraklita.